Kiedy idę do parku z moją Panią, tzn. z Jolą, jest bardzo fajnie, bo mogę sobie pobiegać, a i na coś do jedzenia zapolować przy odrobinie sprytu. Jeszcze lepiej, gdy szalejemy w towarzystwie czyli z Rollem lub Brysiem. Naprawdę świetnie się bawimy. Ale… Gdy moja Pani zawoła, to… drżyjcie narody! W parku lecą liście z drzew, światła w oknach przygasają i cały świat zamiera. Brysiek i Rollek też na wszelki wypadek wracają, bo kto mógłby się oprzeć takiemu głosowi. Gdy ostatnio Jola zawołała Anię na peronie metra, pociąg się zatrząsł, a pan wygłaszający komunikaty, umilkł przerażony! I jak tu nie być posłusznym?!
Pozdrawiam Was,
Red

Prawda, prawda, święta prawda.
Jak Jola zawołała Reda na Polach Mokotowskich, to pacjenci w szpitalu na ul.Banacha ze śpiączki się wybudzili.
Ma to swoje plusy.
Idąc z Jolą nie sposób jest się
zgubić.
A nawet jak się zgubimy to wiem gdzie iść.
Oczywiście tam skąd dochodzi nawoływanie.
„smile”